
Co trzeci pierwszak ma problemy ze wzrokiem. Jak im można pomóc
25 września, 2025
Kiedy mamy do czynienia z zaburzeniami integracji sensorycznej
25 września, 2025Kiedy nasze dziecko dorasta, coraz trudniej jest nam z nim rozmawiać. Chcemy wziąć je na wycieczkę, ale ono ma już inne plany. Dostrzegamy, że dzieje się coś złego i nie wiemy, jak pomóc. O tym, jak wspierać dziecko i budować z nim silne relacje, rozmawiamy z Ewą Mikołajczyk, nauczycielem, coachem International Coach Federation (ICF), trenerem biznesu i umiejętności społecznych, specjalistą w pracy z osobami z autyzmem (diagnostą ADOS-2).
Rozmawia: Wioleta Piróg
„Kurier Nauczycielski”: – Napisałaś na Facebooku, że wszyscy chcemy, aby nasze dzieci były szczęśliwe, ale rzecz w tym, że sprawiać szczęście dziecku nie jest naszym obowiązkiem.
Ewa Mikołajczyk: – Droga do szczęścia prowadzi przez jakość naszych relacji, przez to, jak znaczące, bezpieczne i autentyczne one są. Nie powstrzymujmy wybuchów złości, gdy się zdarzają. Celem nie jest ich powstrzymanie, ale ich bezpieczne przejście. Nie próbujmy naprawiać rozczarowań dziecka, ale uznajmy je i współodczuwajmy. Akceptujmy jego uczucia, nawet jeśli wydają się przesadzone. Bądźmy obecni obok swojego dziecka, słuchajmy i pokażmy, że jesteśmy zawsze przy nim, gdy nas potrzebuje. Najszybszą drogą do szczęścia jest poczucie przynależności, bycia widzianym, słyszanym i zrozumianym. Ważne, aby dziecko wiedziało, że zawsze ma w nas wsparcie.
– Nawet wtedy, kiedy popełnia błędy? Dlaczego nie powinniśmy dziecka przed nimi chronić?
– Powinniśmy być drogowskazem, który będzie wskazywał błędy, jeśli się pojawiają, a także ostrzegał, jak tych błędów unikać, jak robić inaczej, jak szukać innego rozwiązania. Jednak absolutnie nie powinniśmy chronić dziecka przed błędami. Często dzieci już na etapie przedszkolnym boją się porażki. Dlaczego? Bo mają zakodowane, że to jest coś złego. A przecież to nic strasznego!
Każdy ma prawo popełniać błędy. Mnie się zdarzyło popełniać błędy. Nadal mi się to zdarza i z tego zawsze wyciągam lekcję. Tym bardziej dziecko ma prawo popełniać błędy, bo ono się dopiero uczy. Jeżeli będzie widziało, że może je popełnić, to następnym razem będzie to dla niego coś akceptowalnego i już jako dorosły człowiek porażkę potraktuje jako coś, co należy przepracować. Nie będzie się bało, uciekało, chowało się, ale mimo trudności będzie szło do przodu.
– Jak powinniśmy się zachować, kiedy dziecko doświadcza trudności, negatywnych emocji, smutku?
– Smutek też jest potrzebny. Nie możemy się zawsze uśmiechać od ucha do ucha. Zapytajmy dziecko, dlaczego się smuci i co możemy zrobić, żeby było mu lepiej. Powtórzę: naszym zadaniem jest być obok dziecka, również w niekomfortowych chwilach, i stwarzać przestrzeń, w której poradzi sobie z regulacją trudnych uczuć i emocji.
– A jeśli nastoletnie dziecko nie chce z nami rozmawiać?
– Możemy zapukać do jego pokoju i zapytać, czy możemy z nim teraz porozmawiać. Jeśli odmówi, to nie naciskajmy, ale też nie odpuszczajmy. Zapytajmy, kiedy będziemy mogli porozmawiać, informując dziecko, że rozumiemy, iż teraz nie jest na to dobry czas. Zapewnijmy, że jesteśmy chętni do rozmowy, kiedy dziecko będzie miało taką potrzebę. Pamiętajmy, że młody człowiek – tak jak my – potrzebuje przestrzeni i czasu na ochłonięcie.
Kiedy jesteśmy zajęci, a dziecko przychodzi i chce porozmawiać, zdarza nam się odpowiedzieć: „Nie teraz, widzisz, że jestem zajęty!”. To jest najgorsze, co możemy zrobić. Warto wtedy zapytać dziecko, czy ta sprawa jest tak ważna, że powinniśmy porzucić dotychczasowe zajęcie, czy może poczekać, aż skończymy. Dajmy dziecku konkretną informację i możliwość wyboru. Dzieci nas naśladują. Jeżeli my będziemy robić fochy i nieprzychylnym tonem podchodzić do dziecka, to ono w ten sam sposób będzie się zachowywało wobec nas.
– Zdarza się, że nie wiemy, czy dziecko ma jakiś problem, np. wagaruje, stosuje używki lub ma niewłaściwe towarzystwo. Jak wtedy działać jako rodzic, nauczyciel?
– Problem jest w tym, że przegapiamy sygnały, które dziecko wysyła dorosłym dużo wcześniej. Rodzice często ich nie widzą albo nie chcą widzieć. Wypierają je, mówiąc, że to ich dziecka nie dotyczy. Tak samo czasem reagują nauczyciele. Problem jest, ale nie w ich szkole. Dzieci trzeba obserwować.
– Jakie to są sygnały?
– Dziecko zwraca na siebie specyficzną uwagę, wycofuje się, stawia opór, buntuje się. Na przykład bardzo dobry uczeń oddaje pustą kartkę na sprawdzianie. Takie zachowanie może mieć swoją przyczynę. Właśnie takie małe sygnały są kluczowe. Tak jak wcześniej powiedziałam, młodzi ludzie nie radzą sobie z porażkami. Mają trudności w tym, żeby zaakceptować błąd, a następnie go poprawić, znaleźć rozwiązanie. Szukanie rozwiązania jest czymś strasznie trudnym dla dzieci. Łatwiej jest pokrzyczeć, pobić się, sięgnąć po używki, uciec ze szkoły. Tak naprawdę za tym wszystkim kryje się coś więcej. Być może dziecko poszukiwało rozmowy z rodzicami albo szukało wsparcia w szkole, u kolegów, ale nigdzie go nie znalazło, a z czymś sobie nie radziło. Może miało problem z akceptacją siebie. Tych powodów może być bardzo wiele.
– Czy zawsze problem jest głębszy? A może po prostu dziecko wpada w złe towarzystwo?
– Ale dlaczego dziecko szuka złego towarzystwa? Bo tzw. złe towarzystwo to też są młodzi ludzie, którzy z jakiegoś powodu tak się zachowują. Być może to są rówieśnicy, którzy znaleźli się w podobnej sytuacji, dzięki czemu rozumieją i akceptują się nawzajem.
Rozmawiałam kiedyś z młodym człowiekiem z domu poprawczego, który powiedział, że już jako dziewięciolatek zaczynał schodzić na „złą drogę”. To nie był chłopiec z domu, gdzie był alkohol czy inne używki, tylko po prostu ciągnęło go do czegoś innego. Jak powiedział: „Miałem wszystko, ale jeszcze tego nie miałem”. On myślał, że miał wszystko, ale czy na pewno? Skończyło się to bardzo źle. Dlatego zawsze warto z dzieckiem rozmawiać, ale bezpośrednio, a nie przez telefon i SMS-y. Młodzi mają ogromne pokłady sprawczości i kreatywności w sobie, tylko trzeba ich zatrzymać i pokazać, że dadzą radę.
– Ale jak to zrobić?
– Nie upominajmy młodego człowieka, że znowu go nie było w szkole. Nie każmy mu się uczyć, ale okażmy troskę, zainteresowanie. Ten młody człowiek nie potrzebuje usłyszeć, że znowu czegoś nie zrobił, coś zaniedbał, coś mu nie wyszło… znowu. Może on chce być zauważony, wysłuchany. Może ma jakiś żal. Być może chce zwrócić na siebie uwagę i tym zachowaniem daje nam komunikat: „Mamo, potrzebuje cię; tato, chcę porozmawiać. Chcę żebyście pobyli ze mną”.
– A co, jeżeli dziecko nie chce spędzać z nami czasu, bo woli kolegów i komputer?
– Woli komputer, bo w tym „świecie” jest dla niego bezpiecznie. Ale coś popchnęło je do tego „świata”. Oczywiście od gier i Internetu nie uciekniemy… Jednak jeżeli chcemy wyciągnąć dziecko z wirtualnego świata, to musimy mu zaproponować nie coś, tylko siebie.
– Jak budować silną relację z dzieckiem?
– Przede wszystkim budujemy ją od początku, kiedy dziecko się pojawia na świecie. Rozmowa jest tutaj bardzo ważna. Nie odstawiajmy dziecka na bok, nie odkładajmy jego problemów na później, bo zła droga bardzo szybko może się pojawić na horyzoncie. Rozmawiałam w szpitalu z chłopcem, który zażył dopalacze. Jego serce zostało poważnie uszkodzone, a kolega zginął. On wtedy powiedział: „Wie pani, gdybym mógł cofnąć czas, nigdy bym tego nie zrobił”. Ale było już za późno. To dziecko tak bardzo potrzebowało wtedy rozmowy. Nigdy tego nie zapomnę, bo może gdyby wcześniej trafił na kogoś, kto tylko chciałby z nim porozmawiać, do tego wszystkiego by nie doszło.
Dzieci, tak jak dorośli, są czasem samotne. Kiedyś usłyszałam od jednego nastolatka: „Ja to nakładam maski, jak wychodzę”. Zapytałam: „Co ci te maski dają?”. „To, że nikt niczego nie widzi”. To ważne, żeby rodzice nie musieli doświadczać dziecka w masce, ale żeby dostrzegali człowieka, który potrzebuje rozmowy. Nie tylko wtedy, kiedy jest już jakiś problem, ale także wtedy, kiedy się uśmiecha. Po prostu bądźmy przy naszych dzieciach. Tu przypominają mi się słowa z piosenki Maanamu: „Nie oceniaj mnie ani dobrze, ani źle, po prostu bądź”.
Ewa MIKOŁAJCZYK, certyfikowany coach ICF, trener biznesu, nauczyciel, specjalista w pracy z osobami z autyzmem, diagnosta ADOS-2, trener TUS. Pracuje w szkole, gdzie prowadzi zajęcia rewalidacyjne dla uczniów, oraz we własnym gabinecie Siłownia Spokoju, w którym przyjmuje dzieci, młodzież oraz dorosłych. Prowadzi także szkolenia dla rodziców. Na co dzień jest mamą dwóch synów: młodego mężczyzny z zespołem Williamsa i 17-latka z ASD.





