
Konkursy gastronomiczne – szansa dla uczniów na zawodową przyszłość
3 listopada, 2025
Jak oddycha twoje dziecko?
4 listopada, 2025Praca nauczyciela w przedszkolu to nieustanne spotkania z dziećmi o różnym temperamencie, możliwościach i tempie rozwoju. Każde dziecko jest wyjątkowe i wnosi do grupy coś niepowtarzalnego. Wśród moich wychowanków znalazł się chłopiec, którego historia pozostanie ze mną na długo. Już od pierwszych dni pobytu w przedszkolu zwróciłam uwagę na jego trudności językowe. Widać było, że bardzo chce uczestniczyć w zabawie, nawiązywać kontakty i wyrażać swoje potrzeby, ale bariera w mówieniu (słowa, które wypowiadał, były najczęściej niezrozumiałe dla otoczenia) powodowała, że szybko pojawiała się u niego frustracja i złość.
Na początku sądziłam, że mogę mieć do czynienia z typowym opóźnieniem rozwoju mowy, które u wielu dzieci wyrównuje się w kolejnych miesiącach. Z czasem jednak zaczęłam dostrzegać, że problem jest poważniejszy. Chłopiec nie potrafił nazwać nawet prostych przedmiotów w sali, zamiast tego używał własnych określeń, które tylko on rozumiał. Kiedy chciał poprosić o zabawkę, podchodził, wskazywał ją palcem i wydawał dźwięki przypominające sylaby, często zniekształcone. Zdarzało się, że próbował budować krótkie wypowiedzi, ale gubił głoski i sylaby, a jego komunikat stawał się niezrozumiały. W sytuacjach, gdy nikt nie odgadywał, czego potrzebuje, reagował krzykiem, płaczem albo wycofaniem.
Schował głowę w ramiona…
Pamiętam szczególnie jedną sytuację podczas zajęć plastycznych. Dzieci wybierały kredki i zaczynały kolorować obrazki. Chłopiec chciał poprosić o kolor czerwony, ale nie potrafił go nazwać. Wskazywał ręką, wydawał z siebie dźwięki, a koledzy nie rozumieli, o co prosi. W końcu odsunął kartkę i ze złością schował głowę w ramiona. To był moment, w którym jeszcze mocniej zdałam sobie sprawę, jak wielki ciężar nosi to dziecko – chęć uczestniczenia w prostych aktywnościach, a jednocześnie bariera nie do pokonania… bez wsparcia dorosłych.
Systematycznie zapisywałam swoje obserwacje, konkretne przykłady. Podczas zabawy w kąciku kuchennym chłopiec chciał nazwać garnek, ale używał słowa całkowicie zniekształconego; podczas wspólnego śpiewania piosenek rytm i melodia były dla niego zrozumiałe, ale tekst ginął w bełkotliwych sylabach. Zauważyłam, że mimo problemów z mową, świetnie radzi sobie w zadaniach ruchowych i manualnych. Był zręczny, aktywny i chętnie podejmował wyzwania konstrukcyjne. To dawało mu poczucie sukcesu, którego brakowało w obszarze komunikacji.
Kiedy zebrałam wystarczająco dużo materiału, postanowiłam porozmawiać z rodzicami. Rozmowa była trudna, ponieważ nikt nie chce słyszeć, że jego dziecko ma problemy rozwojowe. Starałam się mówić z ogromną delikatnością, podkreślając mocne strony chłopca i zaznaczając, że dostrzegam jego wysiłek, ale jednocześnie zwracam uwagę na trudności, które nie są typowe dla wieku przedszkolnego. Rodzice początkowo tłumaczyli, że „każde dziecko rozwija się w swoim tempie”, jednak kiedy podałam im konkretne przykłady z życia przedszkolnego i pokazałam prowadzone notatki, zrozumieli, że potrzebna jest dalsza diagnoza.
Krok przełomowy
Wspólnie podjęliśmy decyzję o skierowaniu dziecka do poradni psychologiczno-pedagogicznej. To był krok przełomowy. W poradni przeprowadzono szczegółowe badania, a wyniki potwierdziły moje przypuszczenia – u chłopca stwierdzono afazję dziecięcą. Rodzice otrzymali opinię z zaleceniami dotyczącymi dalszej terapii, a ja jako nauczyciel musiałam przemyśleć, jak najlepiej dostosować codzienną pracę do potrzeb chłopca.
Od tego momentu współpraca z logopedą i psychologiem stała się nieodzownym elementem mojej pracy. Rodzice regularnie uczęszczali z dzieckiem na terapię logopedyczną, a ja otrzymywałam wskazówki, jak kontynuować ćwiczenia w przedszkolu. Starałam się wplatać elementy terapii w codzienne aktywności. Podczas zajęć rytmicznych zachęcałam chłopca do powtarzania prostych sylab w rytm bębenka. Przy wspólnym oglądaniu książeczek obrazkowych kładłam nacisk na nazywanie przedmiotów, często wielokrotnie powtarzając słowa razem z nim. Zamiast długich poleceń stosowałam krótkie, jasne komunikaty, które były dla niego łatwiejsze do zrozumienia.
Bardzo pomocne okazało się również wprowadzenie kart obrazkowych i piktogramów. Dzięki nim chłopiec mógł w prosty sposób wskazać, o co mu chodzi, co chciałby dostać lub w jaką zabawę się włączyć. Zmniejszyło to jego frustrację i pozwoliło mu bardziej aktywnie uczestniczyć w życiu grupy. Starałam się także włączać inne dzieci do wspólnych zabaw z wykorzystaniem tych pomocy, tłumacząc im, że kolega ma swój własny sposób porozumiewania się i że trzeba mu dać czas.
Pamiętam, jak pewnego dnia podczas zajęć w kręgu chłopiec, korzystając z karty obrazkowej, sam zgłosił się do zabawy w „pytania i odpowiedzi”. Pokazał kartę z rysunkiem lisa, a potem sam spróbował powiedzieć słowo. Było ono zniekształcone, ale intencja była jasna. Cała grupa nagrodziła go brawami. Jego twarz rozświetlił uśmiech – to był jeden z momentów, kiedy poczuł się zrozumiany i doceniony.
Nie mniej ważna była praca nad emocjami. Dziecko często doświadczało złości i poczucia porażki, dlatego każdego dnia dbałam o to, by chwalić je za najmniejsze postępy. Zauważyłam, że pozytywne wzmocnienie, nawet za krótką próbę powtórzenia sylaby, działało motywująco i zachęcało do dalszych starań. Wspólnie z psychologiem opracowałyśmy także proste strategie radzenia sobie z emocjami – zamiast krzyku czy płaczu zachęcałam chłopca do pokazywania odpowiednich kart albo wykonywania prostych gestów, które uzgadnialiśmy wcześniej.
Cierpliwość popłaca
Z czasem efekty zaczęły być coraz bardziej widoczne. Choć droga była długa i wymagała ogromnej cierpliwości, chłopiec zaczął wypowiadać coraz więcej słów, jego wypowiedzi stawały się bardziej zrozumiałe, a on sam chętniej podejmował próby komunikacji. Zwiększyła się również jego aktywność w grupie – zamiast wycofywać się, coraz częściej inicjował zabawę i szukał kontaktu z rówieśnikami.
Patrząc na tę historię z perspektywy czasu, wiem, że szybka reakcja i skierowanie dziecka do poradni były kluczowe. Mam świadomość, że moja rola nie ogranicza się do prowadzenia zajęć dydaktycznych, ale obejmuje również czujność w obserwowaniu rozwoju dzieci i odpowiedzialność za ich przyszłość. Ta historia nauczyła mnie, że każde dziecko ma prawo do bycia wysłuchanym i zrozumianym, nawet jeśli droga do porozumienia jest trudniejsza niż zwykle. Afazja nie przekreśla szans na rozwój, ale wymaga współpracy rodziców, specjalistów i nauczycieli oraz ogromnej cierpliwości. To doświadczenie uświadomiło mi, jak wielką moc mają empatia, indywidualne podejście i konsekwentna praca. Dzięki temu chłopiec mógł krok po kroku odnaleźć swój własny głos.
Daria KRAWCZYK, nauczyciel wychowania przedszkolnego w Publicznej Szkole odstawowej im. Jana Pawła II w Sławnie, oligofrenopedagog, terapeuta dzieci z autyzmem
TEN ARTYKUŁ POWSTAŁ W RAMACH PROCEDURY AWANSU ZAWODOWEGO. DZIEL SIĘ WIEDZĄ I DOŚWIADCZENIEM Z „KURIEREM”. POMOŻEMY CI W AWANSIE ZAWODOWYM I WSPÓLNIE ZAINSPIRUJEMY INNYCH! SZCZEGÓŁY – TEL. 739 290 210.




