
Snusy – nowa używka w szkołach
15 września, 2025
Wpływ dogoterapii na dziecko z niepełnosprawnością intelektualną w stopniu głębokim. Studium przypadku
15 września, 2025Monika STUTZ-KOWALSKA, dyrektorka Korczakowskiego Liceum Ogólnokształcącego w Olsztynie, trenerka Fundacji FamilyLab Polska, specjalistka ds. komunikacji, socjolożka, dziennikarka, psycholożka w trakcie kształcenia. Na co dzień pracuje z rodzicami, pedagogami i młodzieżą, wspierając ich w budowaniu i utrzymywaniu wartościowych relacji.
Na początku maja 2025 roku Polską wstrząsnęła informacja o brutalnym zabójstwie 16-letniej Mai z Mławy. O ten czyn podejrzany jest jej 17-letni kolega. Z kolei na jednej z platform streamingowych można obejrzeć serial „Dojrzewanie”, opowiadający historię 13-letniego chłopca, który zabija swoją koleżankę z klasy. Rodzina, nauczyciele, psycholodzy i rówieśnicy usiłują dociec, jak mogło dojść do takiej tragedii. Obraz ten wzbudza silne emocje wśród widzów i jest szeroko komentowany w sieci. Pojawiają się m.in. głosy, że jedną z przyczyn agresji młodych ludzi jest ich nieograniczony dostęp do Internetu. Nasuwa się więc pytanie, czy powinniśmy dzieciom ograniczyć korzystanie z sieci, a może go zabronić? Na ten temat „Kurier Nauczycielski” rozmawia z Moniką Stutz-Kowalską, socjolożką i trenerką Fundacji FamilyLab Polska, która na co dzień pracuje z młodzieżą.
Wioleta Piróg: – O czym jest serial „Dojrzewanie”?
Monika Stutz-Kowalska: – Dla mnie „Dojrzewanie” jest o niewiedzy rodziców. Zupełnie nie wiemy, w jakim świecie żyją nasze dzieci i do jakiego świata aspirują. Być może chcielibyśmy do tego świata dołączyć, ale nie wiemy jak. Bo to inny świat niż ten, w którym my dorastaliśmy. Właśnie o tym, co różni te dwa światy, jest ten serial.
– Czy ta fabuła jest dla nas ostrzeżeniem?
– To jest dla nas sygnał, aby zainteresować się, co możemy zrobić, żeby uchronić nasze dzieci przed współczesnymi zagrożeniami. Trudność polega na tym, że jesteśmy pierwszym pokoleniem rodziców i pedagogów wychowującym młodzież, która nie dzieli świata na ten rzeczywisty (offline) i wirtualny (online). Dla niech to jeden świat. Z kolei dla nas to zupełnie nowe wyzwanie i doświadczenie. Dlatego trudno szukać pomocy u bliskich, ekspertów i w fachowej literaturze. Serial „Dojrzewanie” jest też o tej bezradności.
– Co jednak my, dorośli, możemy zrobić?
– Powinniśmy być autentyczni, ale nienarzucający się. Wejście na siłę do świata dzieci będzie przez nie odbierane jako ograniczanie im autonomii. Możemy za to stanąć przed nimi w tej naszej niewiedzy i sygnalizować dziecku, że jesteśmy obok, gdyby nas potrzebowało. Dzieci często nie mówią nam, co dla nich trudne, bo boją się naszej reakcji; że będziemy smutni; że będziemy źli. Jeżeli natomiast będą wiedziały, że mogą się do nas zwrócić, a my udźwigniemy i swoje, i ich emocje, to zaczną z nami rozmawiać. To jest jedyna droga do tego, aby otworzyć drzwi między naszymi światami.
– Na ile Internet, ów świat wirtualny, jest zagrożeniem?
– Z demonizowaniem świata online jest trochę tak, jak kiedyś z lękiem przed wpływem telewizji na nasze dzieci. Odnośnie Internetu, jak już wspomniałam, niepokój bierze się z braku zrozumienia, że u młodych świat online wiąże się z rzeczywistością. To, co podziało się w komputerze czy smartfonie, przekłada się nazajutrz na przebieg spotkania za szkołą. Zrozumienie tego pozwala lepiej zareagować.
Internet daje poczucie anonimowości. Nie doświadczamy bezpośrednio emocji innych, dlatego łatwiej nam jest wydawać osąd i hejtować. Problemem są też gry, filmy i seriale kipiące od przemocy. My, dorośli, tworzymy takie produkty i pozwalamy dzieciom z nich korzystać. Zagrożeniem jest rosnąca akceptacja dla przemocy na co dzień. To wywołuje silne emocje u coraz młodszego i niedojrzałego odbiorcy, którego niewykształcony jeszcze mózg nie potrafi odróżnić tego, co jest rzeczywistością, a co jest fikcją. Co gorsza, może on zachowania, które widzi, przenieść do życia realnego, nie zdając sobie sprawy z tego, że konsekwencje są nieodwracalne.
– Ograniczać dzieciom dostęp do Internetu?
– Ograniczanie dostępu do sieci jest jednym z najgorszych rozwiązań. Dla dzieci jest to naturalne środowisko funkcjonowania i one zawsze znajdą sposób, aby w nim być. Zakazy i ograniczenia zadziałają jak płachta na byka. Ponownie zadeklarujemy, że nic nie rozumiemy, że uznajemy za złe to, co jest dla nich ważne. Ja bym jednak stawiała na budowanie relacji z dzieckiem i rozmowę o wartościach, o tym, co dobre, a co złe, o empatii, o odpowiedzialności za swoje postępowanie, o granicach innych, których nie należy naruszać.
W kontekście ograniczania dostępu do Internetu istotne jest też to, jak to robimy. Rodzice bardzo często wyręczają się technologią, specjalną aplikacją blokującą określone treści i kontrolującą czas korzystania z sieci. To wygodne dla nas rozwiązanie. Uspakaja nasze sumienia, a przede wszystkim – w mniemaniu wielu – zwalnia z obowiązku rozmawiania na niewygodne tematy. Trudniej przecież jest wejść do pokoju i powiedzieć: „Koniec grania”.
– Jak reagować w przypadku nastolatków?
– W „Dojrzewaniu” jest taka scena, w której rodzice mówią: „Był w swoim pokoju. Myśleliśmy, że jest bezpieczny”. Otóż nie! Dziecko nie jest bezpieczne tylko dlatego, że fizycznie znajduje się w domu, w swoim pokoju, obok nas. W sieci ma dostęp do relacji z ludźmi z całego świata i przekazywanymi przez nich treściami, nie zawsze odpowiednimi dla niego.
W przypadku nastolatków kij ma dwa końce. Z jednej strony musimy im zapewnić autonomię, możliwość eksplorowania, doświadczania, popełniania błędów, a nawet buntu. Jeżeli nie zapewnimy im tego w wieku nastoletnim, to nie będą mogli wykształcić swojej osobowości. Nie będą też wiedzieli, jaka jest ich tożsamość. Z drugiej strony musimy kontrolować, bo nie wiemy, kto lub co czyha na nastolatka za wirtualnymi drzwiami. Tutaj znowu kluczem jest rozmowa.
– Jak budować relacje z nastolatkiem?
– Z badań wynika, że zdanie, które nastolatkowie najczęściej słyszą od rodziców, brzmi: „Odłóż ten telefon”. Rzadziej mówimy do nich: „Kocham cię” czy „Fajnie, że jesteś”. Na „Odłóż telefon” nie zbudujemy relacji z nastolatkiem. Ważne jest pokazanie mu, że jesteśmy gotowi wejść do jego świata nawet, jeżeli nie zgadzamy się na to, co jest w środku; że jesteśmy w stanie go zobaczyć i nie oceniać. „Nie rozumiem tego twojego świata, ale dobrze, że jesteś obok i mi go pokazujesz”. Tworzenie relacji, opartych na równej godności, na poszanowaniu integralności, ale też na świadomym przywództwie jest kluczowe.
Musimy też wykazywać gotowość na to, żeby być sparingpartnerem, jak nazywał rodziców dzieci w wieku nastoletnim Jesper Juul, duński pedagog i terapeuta rodzinny. To znaczy, że musimy być gotowi na to, że otrzymamy cios od pociechy. Musimy umieć się przed nim obronić i musimy przygotować nasze dziecko do odbierania życiowych ciosów, jednocześnie nie raniąc i nie krzywdząc. To jest bardzo trudne zadanie, ale za nas nikt go nie wykona. I o tym jest dla mnie również serial „Dojrzewanie”.

– Jak to się ma do rodziców głównego bohatera serialu, który zabija rówieśniczkę? To przecież była tzw. normalna rodzina.
– Czy mamy prawo ich oceniać? Czy oni mogli zrobić cokolwiek, żeby powstrzymać tę sytuację? Czy ktoś z nas jest w stanie powiedzieć, że jeśli w procesie wychowania zrobiliby coś inaczej, to ta sytuacja by się nie wydarzyła? Moim zdaniem w takich przypadkach trudno wskazać na konkretny błąd. Dlatego ten serial nas tak porusza, bo tam nie ma prostych pytań i prostych odpowiedzi.
– Jeżeli więc nie należy ograniczać dostępu do Internetu, to może chociaż zachęcać dzieci i młodzież do spędzania czasu offline?
– Kiedy zabieramy dwuletnie dziecko na plac zabaw, to trzymamy je za rączkę. Potem oddalamy się o krok lub dwa, czasem bawimy się razem z nim. Maluch nawiązuje też relacje z rówieśnikami. Aż w końcu dochodzimy do tego pięknego etapu rodzicielstwa, kiedy możemy usiąść na ławce i otworzyć książkę, a nasze dziecko bawi się samodzielnie i tylko od czasu do czasu na nie zerkamy.
Natomiast wpuszczając dzieci do świata online, od razu dajemy im do ręki narzędzia: telefon czy komputer i tym samym komunikujemy: „Radź sobie sam”. To tak, jakby tego dwuletniego malucha zaprowadzić na plac zabaw i powiedzieć mu: „Za trzy godziny wracam”.
Zamiast zakazywać i ograniczać, trzeba być i wprowadzać. To jest praca na lata. Musimy mieć chęci do aktywnego spędzania czasu z dziećmi i sami dawać przykład.
– Czy sieć internetowa z przemocą i pornografią jest dla współczesnej młodzieży takim samym zagrożeniem jak alkohol, narkotyki i papierosy dla poprzednich pokoleń?
– Alkohol i narkotyki to używki o bardzo wysokim współczynniku uzależnienia. Z Internetu korzystamy wszyscy. Oczywiście niesie on za sobą zagrożenia (np. cyberprzemoc, fake newsy, pornografia), ale to nie znaczy, że każdy użytkownik sieci zostanie przez to skrzywdzony. Jeżeli zaczniemy utożsamiać telefon i komputer dziecka tylko z pornografią i agresywnymi grami, od których się uzależni, to jest troszkę nie fair… Bo przecież my, dorośli, też mamy telefon i komputer. Wirtualny świat to dużo szersza przestrzeń. I w niej, i w świecie rzeczywistym musimy po prostu nauczyć się wyłapywać zagrożenia i o nich rozmawiać z dziećmi.
– Może rodzice boją się, że pomimo rozmów dzieci nie unikną zagrożeń?
– Pracuję na co dzień z nastolatkami. Oni naprawdę dużo wiedzą. Są świadomi zagrożeń. Z drugiej strony – czasem są one dla nich bardzo atrakcyjne. Prawie każdy nastolatek kiedyś zapali pierwszego papierosa, wypije pierwsze piwo i być może spróbuje narkotyków, żeby się przekonać, czym one są. To wcale nie znaczy, że się od nich uzależni i źle skończy. Tak samo w Internecie – pewnie spróbuje różnych rzeczy, ale wtedy muszą zadziałać takie same mechanizmy, jak w świecie rzeczywistym. Świadomość tego, co jest dobre, a co złe każe mu się zatrzymać. Musimy mieć trochę zaufania do naszych dzieci.
Serial „Dojrzewanie” może prowokować do tego, żeby powiedzieć: „Odetnijmy naszym dzieciom Internet”… Według mnie chodzi raczej o naszą obecność w życiu dziecka. Jeżeli zapraszamy je na obiad, a ono nie ma na to ochoty (jak syn policjanta w serialu), to nie odpuszczamy tak łatwo.
– Kluczem jest spędzanie z nastolatkiem więcej czasu?
– Czasem trudno jest być przy dorastającym dziecku, bo ono tego nie chce. Ale my też nie chodziliśmy chętnie na niedzielne obiadki do babci, bo woleliśmy ze swoimi przyjaciółmi pójść do parku i pograć w piłkę. Tylko dziś dzieci uciekają do innego świata, którego my nie zatrzymamy. Jeśli będziemy udawać, że tego świata nie ma, to jesteśmy na straconej pozycji. Nigdy nie nawiążemy z dzieckiem mocnej relacji. Idealnie byłoby, gdyby córka lub syn nie bali się powiedzieć np.: „Mamo, tato, coś się ze mną dzieje, bo ja wcale nie chcę już grać, ale nie mogę przestać”…
– A co jeżeli tak się nie dzieje?
– Zamykać? Zabrać? Moim zdaniem nie. Tłumaczyć, obserwować. Oczywiście dawkowanie rozrywki internetowej jest normalne. Tak robimy również w świecie offline. Nie pozwalamy dzieciom przez 12 godzin grać w piłkę z kolegami na podwórku, bo musi być czas na posiłki, szkołę i odrabianie lekcji. Czas online też należy organizować, ale nie dlatego, że tam jest samo zło i dziecko się uzależni, tylko dlatego, że trzeba zachować pewną równowagę i dlatego, że my chcemy więcej czasu spędzać z pociechą.
Nie odcinamy Internetu za pomocą aplikacji. Nasza mama nie zamykała nas w pokoju, kiedy chcieliśmy iść na podwórko, a musieliśmy się uczyć. Mama brała na siebie nasz bunt, nasze rozczarowanie, naszą frustrację i wchodziła z nami w relację w momencie, kiedy u nas występowały te trudne emocje. Dziś dzieci z trudnymi emocjami często zostają same w swoim pokoju.
– Czyli nie zakazywać, tylko proponować coś w zamian?
– Tak, ponieważ gdy zakażemy dzieciom korzystania z Internetu, poczują się niezrozumiane. Nie zbudują z nami lepszej relacji. Natomiast jeżeli damy im coś fajnego w zamian, to jest klucz do sukcesu. Nasze dzieci zaspokajają swoje potrzeby w świecie online. Jeżeli nie damy im możliwości zaspokojenia ich w świecie offline, to on nigdy nie będzie dla nich tak atrakcyjny. Jeżeli dziecko w szkole dostaje dwójki, trójki i ciągle od nas słyszy, że musi się uczyć, bo z tej matmy jest beznadziejne, a jednocześnie nagrywa świetne filmiki dotyczące makijażu albo gra w Fortnite’a, w którym jest najlepsze wśród kolegów, no to gdzie będą uciekały jego myśli? Tam, gdzie się czuje uznane i dostrzegane. Żadne nasze działania tego nie zmienią, dopóki sami nie zaczniemy dziecka dostrzegać, uznawać, mówić, że jest wartościowe. To jest jedyna na ten moment droga do tego, żeby świat online był mniej atrakcyjny dla naszych dzieci.
Rozmawiała: Wioleta PIRÓG
Monika STUTZ-KOWALSKA, dyrektorka Korczakowskiego Liceum Ogólnokształcącego w Olsztynie, trenerka Fundacji FamilyLab Polska, specjalistka ds. komunikacji, socjolożka, dziennikarka, psycholożka w trakcie kształcenia. Na co dzień pracuje z rodzicami, pedagogami i młodzieżą, wspierając ich w budowaniu i utrzymywaniu wartościowych relacji.




