
Co warto przeczytać w nowym Kurierze Nauczycielskim
22 marca, 2026
Analogowy reset mózgu
22 marca, 2026Maciek Dąbrowski, uczeń Szkoły Podstawowej z Oddziałami Integracyjnymi nr 2 im. G. Morcinka w Lędzinach, od kilku lat ściga się w zawodach gokartowych. Ma do tego talent. Marzy o rywalizacji wyczynowej. Zbiera fundusze na profesjonalny pojazd. Szuka wsparcia u potencjalnych sponsorów. To pewny siebie, rezolutny chłopak z poczuciem humoru. Aby takim być, wykonał ogromną pracę razem z logopedą i rodzicami. Trudno zorientować się, że od trzeciego roku życia ma znaczny ubytek słuchu i nosi aparaty słuchowe.
– Tuż po urodzeniu Maciek przeszedł przesiewowe badania słuchu. Nie wykazały one niczego niepokojącego – mówi Agnieszka Dąbrowska, mama Maćka. – Jednak do trzeciego roku życia syn często chorował na zapalenie ucha. Z kolei w mojej rodzinie, szczególnie w linii męskiej, występował niedosłuch. Mieli go mój brat i wujek. Trudno dziś wyrokować, na ile niedosłuch Maćka to skutek obciążenia genetycznego, a na ile efekt przebytych chorób. Syn późno zaczął mówić, w dodatku niewyraźnie. To nas zaniepokoiło. W trzecim roku życia u Maćka został zdiagnozowany ubytek słuchu. Od tego czasu używa aparatów słuchowych – dodaje pani Agnieszka.
W pierwszej klasie, w wieku siedmiu lat, Maciek trafił na terapię do Ewy Stankowskiej, logopedy i surdopedagoga z ponad 40-letnim doświadczeniem, wykładowcy Instytutu Studiów Podyplomowych w Tychach. – Miał znaczny ubytek słuchu i wadę wymowy. Na przykład nie wymawiał głosekrz, dż, sz, cz oraz spółgłosek miękkich:ć, ś, ź; zamieniał samogłoski; połykał końcówki; przestawiał sylaby w wyrazach. Jako dziecko z niedosłuchem miał również trudności z rozumieniem i używaniem słów opisujących m.in. cechy, relacje lub kategorie – wylicza Ewa Stankowska.
– Po diagnozie intensywnie ćwiczyliśmy mowę. To był duży wysiłek. Syn był niezrozumiały dla rówieśników. Denerwował się wtedy, a zawsze lubił dużo mówić. Wówczas nie miałby odwagi rozmawiać z dziennikarzem – dodaje Agnieszka Dąbrowska.
– Maciek jest przykładem, jakie efekty może dać systematyczna współpraca z terapeutą, ale też – co chcę podkreślić – wytrwałe ćwiczenia z rodzicami w domu. To nie było proste, bo gdy inni czas wolny spędzali przed komputerem czy na boisku, Maciek ciężko pracował. Obserwowałam tego chłopaka, jak przez lata, wraz z poprawą wymowy, a tym samym lepszym komunikowaniem się z otoczeniem, nabierał pewności siebie i jak walczy o swoje marzenia – mówi Ewa Stankowska.
– Maciek był wybrany na przewodniczącego klasy. Bardzo dobrze się uczy (w szóstej klasie miał średnią ponad 5,5). Chodził na zajęcia tańca breakdance, a od kilku lat bezgranicznie poświęca się sportom motorowym. Jego pasją jest jazda na gokartach – dodaje Ewa Stankowska.
***
Przede mną siedzi rezolutny nastolatek. Kilka minut rozmowy i już wiem, że wie, czego chce i ma poczucie humoru. To Maciek Dąbrowski. Gdyby mi nie pokazał, że nosi aparaty słuchowe, w ogóle bym ich nie zauważył. Mówi płynnie i wyraźnie, choć czasem jeszcze ma problemy z wymówieniem spółgłoski r.
– Od małego interesowałem się samochodami. W 2018 roku, w wieku sześciu lat, zacząłem oglądać wyścigi Formuły 1. Tą pasją zaraził mnie mój chrzestny. Moim ulubionym kierowcą wszech czasów jest Brazylijczyk Ayrton Senna, który miał wręcz fenomenalne wyczucie bolidu. Obecnie kibicuję zespołowi Scuderia Ferrari HP, w którym jeżdżą Charles Leclerc i Lewis Hamilton. Wszyscy kierowcy Formuły 1 mają wspólną cechę: zaczynali od wyścigów na gokartach – mówi Maciek.

– Zacząłem więc męczyć tatę, żeby zabrał mnie na gokarty. W 2022 roku pojechaliśmy pierwszy raz na tor halowy w Chorzowie. Wydałem wtedy wszystkie swoje oszczędności na jazdy. Miałem też zajęcia indywidualne z trenerem. Zacząłem regularnie jeździć na szkółki kartingowe z innymi chłopakami. Od początku chciałem jeździć na poważnie, nie rekreacyjnie. Kręcić jak najlepsze czasy. Rok temu zacząłem się ścigać w Śląskiej Lidze Kartingowej Junior (9–15 lat) – mówi Maciek. W takich zawodach najpierw są kwalifikacje. Kierowca pokonuje trzy okrążenia, aby uzyskać jak najlepszy czas. Te wyniki decydują potem o kolejności na starcie. Sam wyścig to 16 okrążeń toru.
– W kartingu halowym nie wygrywam wszystkich zawodów, ale spowodowane to jest dużą przewagą sprzętową i finansową rywali. Ja trenuję dwa, trzy razy w miesiącu, a oni są na torze codziennie – wyjaśnia Maciek Dąbrowski. – Pomimo to w poprzednim sezonie, w klasyfikacji generalnej, przed ostatnią rundą zajmowałem ósme miejsce na około 70 zawodników (na ostatnie zawody nie pojechałem, bo musiałem się uczyć). Wielu z tych chłopaków, którzy jeżdżą codziennie, było w klasyfikacji za mną.

Rzeczywiście… Karting nie jest sportem tanim. Osiem minut jazdy na torze z wynajęciem gokarta kosztuje około 65 zł. W szkółce pół godziny jazdy plus godzina pracy z trenerem to wydatek rzędu 350 zł.
– Bardzo chciałbym przejść z kartingu halowego do kartingu wyczynowego, gdzie jeździ się na wyższym poziomie, na większych, otwartych torach. W tych wyścigach gokarty mają moc 40 koni mechanicznych zamiast ośmiu. Można nimi jechać do 150 km/h. Tory do kartingu wyczynowego w Polsce są m.in. w Biłgoraju, Bydgoszczy, Toruniu, Słomczynie pod Warszawą czy w Radomiu. Co ciekawe, najbliżej znajduje się tor w czeskim Trzyńcu – mówi Maciek.

W wyczynowym sporcie motorowym jeździ się szybciej. Pytamy Maćka, czy rodzice nie boją się o jego bezpieczeństwo? – Jakoś damy sobie radę. Mama jest ortopedą – żartuje 13-latek.
Co go pociąga w tym sporcie? – Wszystko. Prędkość… To uczucie, kiedy wyprzedzam albo idealnie wychodzę z zakrętu… Nawet zapach paliwa.
Warunkiem przejścia do wyczynowego ścigania jest posiadanie własnego gokarta. To wydatek rzędu 20 tys. zł. – Jednak wtedy płaci się tylko wpisowe i jeździ się do woli. To ważne, bo o wygranej często decydują ułamki sekund. Uzyskanie takiej przewagi to właśnie efekt wielu godzin jazdy i doskonalenia techniki. Gdybym mógł, to codziennie byłbym na torze – zapewnia Maciek.

Chłopak ma plan, aby zrealizować swoje marzenie. Zbiera pieniądze na własną maszynę. – Kupuję taniej elementy zestawów symulatorów wyścigowych sim racing (maksymalne odwzorowanie rzeczywistych warunków wyścigowych). Naprawiam je i odsprzedaję drożej. Stałem się ekspertem od takich zestawów. Jeżdżę na symulatorze codziennie – mówi młody Lędzinianin.

Maciek marzy o tym, że w tym roku uda mu się kupić wyczynowego gokarta. Może znajdzie się jakiś sponsor, który mu w tym pomoże? Trzynastolatek chce jak najwięcej trenować i wystartować w Rotax Max Challenge Polska, największej i najbardziej prestiżowej serii wyścigów kartingowych w Polsce, będącej częścią globalnego cyklu. – Takie zawody to nie tylko przepustka do Formuły 4, pierwszego etapu kariery po kartingu, ale również spotkania z ludźmi z branży i wymiana doświadczeń.

– Od początku staramy się, aby ubytek słuchu w niczym Maćka nie ograniczał. W domu nie ma taryfy ulgowej. Uczy się, ma swoje obowiązki – mówi Agnieszka Dąbrowska. – Uświadamiamy synowi, że marzenia same się nie spełnią, tylko się je spełnia. Dlatego, poza treningami, dziś rozmawia z dziennikarzem. Pisze też do różnych fundacji, próbuje sam zdobyć fundusze. Jeżeli Maćkowi uda się wykonać pierwszy krok, na pewno pomożemy mu finansowo i logistycznie. Uważamy, że takie podejście jest wychowawcze. Obserwujemy bowiem na torach, że rodzice dają dzieciom wszystko na tacy, a one nie zawsze to doceniają.




