
Rzuć okiem na…akomodację
6 lipca, 2026
Podsumowanie olimpiad przedmiotowych i interdyscyplinarnych w roku szkolnym 2025/2026
25 sierpnia, 2026W szkole podstawowej, do której uczęszczałam, klasy liczyły zazwyczaj około 30 uczniów i choć niewiele pamiętam z tego okresu, mam w głowie obraz dużej sali wypełnionej ławkami, szum dzieci na korytarzu i uśmiech nauczycielki. Pamiętam czarne i czerwone kropki za zachowanie, kolegów, którzy ciągnęli mnie za warkocze, oraz swoje starania, aby sprostać wymaganiom, zostać zauważoną i osiągnąć sukces.
Poznawszy dogłębnie psychikę dziecka, zmieniwszy podejście pedagogiczne i wychowawcze kolejnych pokoleń, stajemy dzisiaj frontem do ucznia, staramy się zrozumieć rodziców, kierujemy się wskazaniami opinii i orzeczeń z poradni psychologiczno-pedagogicznych. Uznajemy, że każdy człowiek jest inny. Każde dziecko jest indywidualnością, którą należy szanować i rozumieć. Z tego spojrzenia wynikają także konsekwencje dla nauczycieli.
Biorąc pod uwagę te wszystkie względy, nauczyciele powinni pracować jednocześnie z uczniem zdolnym i słabym, rozwijać tych, którzy potrzebują szczególnej uwagi i pomocy, a przede wszystkim zrealizować podstawę programową, dostrzec tych, którzy nie są ani wybitni, ani szczególnie potrzebujący i osiągnąć zamierzone cele. Prowadzić, inspirować, wspierać i rozumieć jednocześnie. Każdego ze swoich uczniów dobrze nauczyć oraz właściwie i sprawiedliwie ocenić.
Czy to jest możliwe?
Zróżnicowane potrzeby naszych uczniów widać na każdym etapie nauki. Moje doświadczenia dotyczą głównie pierwszego etapu edukacyjnego, w którym w jednej klasie można spotkać zarówno dzieci bez przygotowania przedszkolnego, nieznające cyfr, liter, a także te potrafiące biegle czytać i liczyć do tysiąca. Dzieci znające potęgi, pierwiastki i fragmenty encyklopedii. W klasach tych są też mali eksperci gier telefonicznych oraz miłośnicy filmów na TikToku, a także dzieci ze stwierdzonymi lub niestwierdzonymi problemami i trudnościami.
Pomimo wszystkich tych okoliczności nauczyciele nie narzekają, ale starają się dobrze wykonać swoją pracę. Czy jednak ktoś na tym nie traci?
Jak zadbać o każdego ucznia?
To pytanie szczególnie zadają sobie rodzice, którym jak nikomu innemu zależy na dobru swoich dzieci. Szukają oni więc rozwiązań lepszych niż standardowe, aby wesprzeć swoje pociechy w edukacji. Wiedzą bowiem, że ich dzieci zasługują na to, aby nie być anonimowe, ale ważne i wyjątkowe.
Wielu rodziców, mających większą liczbę dzieci oraz odpowiednie warunki, decyduje się na to, aby nie posyłać dzieci do szkoły, tylko objąć je edukacją domową. Dzięki temu mogą obserwować wszechstronny rozwój swoich pociech i pozwolić im pokonywać trudności edukacyjne w odpowiednim dla nich czasie. Te dzieci nie muszą się z nikim porównywać. Edukacja domowa jest bardzo często przeciwstawiana edukacji szkolnej jako formie przestarzałej, niedostosowanej do potrzeb dzieci i dużo bardziej zniechęcającej do nauki.
Czy szkoła musi być nudna i niedostosowana?
W nauczaniu szkolnym nauczyciele muszą mieć wzgląd na wszystkie stałe i zmienne. Założenia programowe, wytyczne ministerstwa, a także odmienność swoich uczniów i ich zróżnicowane potrzeby. Praca nauczyciela z pewnością więc nie należy do najprostszych zawodów.
Sprostanie takim wymaganiom przy dużej grupie uczniów to wielkie wyzwanie. To także sprawdzenie umiejętności pedagogicznych, wychowawczych, metodycznych, a także wytrzymałości psychicznej nauczyciela. Obdarzenie swoich wychowanków empatią, zrozumieniem i troską łączy się z ogromem pracy, doborem odpowiednich środków i metod, a także wytrwałością. Jednocześnie coraz częściej słyszy się o wypaleniu zawodowym nauczycieli i rezygnacji z zawodu. Być może wszystkie te wymagania przerastają nasze możliwości. Każdy nauczyciel jest przecież tylko człowiekiem.
Inne – lepsze wyjście
Od półtora roku pracuję jako nauczyciel edukacji wczesnoszkolnej w Szkole Sióstr Zmartwychwstania Pańskiego w Poznaniu. Jest to szkoła prywatna. Nasze klasy są mało liczne, stąd praca z uczniami wymaga indywidualnego, nieszablonowego, twórczego i aktywnego podejścia do każdego dziecka. Wymaga dostosowania metod i sposobów nauczania do jego potrzeb i charakteru.
Ktoś mógłby powiedzieć, że mniej uczniów w klasie to większy odpoczynek dla nauczyciela, mniej zadań, wymagań. Tak jednak nie jest. To jeszcze więcej zadań i więcej wymagań, ale też więcej pewności, że swoją pracę wykonuję dobrze.
Klucz do sukcesu
W klasach mało licznych nie ma osób anonimowych, co zdarza się w większych grupach. Poznanie więc i obserwacja to najlepszy element diagnostyczny i oceniający. Obserwacja postępów i trudności, a także dobra relacja z uczniem daje nam klucz do sukcesu.
Dzięki codziennemu wysiłkowi wiemy, że ktoś potrafi dodawać z przekroczeniem progu dziesiątkowego, ale myli się, dopełniając do dziesięciu. Wiemy, dlaczego ktoś ciągle liczy na palcach. Rozumiemy, że w charakterystycznym dla siebie roztargnieniu ktoś inny popełnia błędy w pisaniu z tablicy. Zauważamy, że w danym momencie uczeń potrzebuje pomocy. Znamy zeszyty swoich uczniów. Wiemy, kto i dlaczego nie zapisuje pełnych odpowiedzi czy obliczeń. Domyślamy się nawet, dlaczego uczeń popełnił jakiś błąd, poznając bowiem swoich uczniów, zapamiętujemy ich tok myślenia.
Taka świadomość pomaga mnie samej poszukiwać i przekazywać zarówno uczniom, jak i ich rodzicom sposoby na rozwiązanie zauważonych problemów. Wiem, kto i z jakiego zakresu potrzebuje dodatkowych ćwiczeń lub zajęć w szkole, a także kiedy należy włączyć do pomocy rodziców.
Jestem przekonana, że moja praca nie przynosi lepszych efektów nauczania niż nauczycieli w szkołach publicznych. Nie realizuję dwukrotnie więcej materiału. Nie uczę też lepiej niż inni. Zwracam jednak uwagę na każdy szczegół, znam swoich uczniów i opiekuję się nimi jak rodzic w domu. Wspieram, prowadzę i dostrzegam zarówno ich sukcesy, jak i trudności. Dzięki mojej trosce każdy uczeń czuje się zaopiekowany, a jego rodzice mogą być spokojni o sukces edukacyjny swojego dziecka.
Czy tak jest łatwiej?
Z pewnością tak. Łatwiej zrealizować wszystkie założenia i oczekiwania swojej nauczycielskiej misji. Łatwiej też jest uczniom. Nie muszą dostosowywać się do ogółu, ale mogą pozostać sobą i rozwijać się swobodnie, wierząc, że oni sami są wartością.
Dużo mówi się ostatnio o pokoleniu „Z”, o pokoleniu płatków śniegu itp. To właśnie jest pokolenie, które obecnie uczymy. Spotyka się ono z dużą falą krytyki zarówno na poziomie nauczania, jak i na niwie zawodowej. Opisywani są dorośli i dzieci, którzy niewiele potrafią, są bardzo wrażliwi i nie chcą wymagać od siebie więcej. Chcą pracować, aby żyć, a nie żyć, aby pracować.
Czy to źle?
Sami wychowaliśmy to pokolenie. To właśnie my uważaliśmy, że nasze dzieci są wyjątkowe od pierwszych dni ich życia, nie muszą robić wszystkiego ani też tego, co robią inni. W takim wypadku nie możemy narzekać, tylko musimy uznać fakt, że należy im się więcej uwagi i szacunku. Nie ma mowy o zmuszaniu do stania się jednolitą, szarą masą.
Małe klasy i nauczanie indywidualne są więc szansą na rozwój bardziej samodzielnych dorosłych, pewnych swoich umiejętności i poczucia własnej wartości.
Jak to osiągnąć?
W moich małych klasach uczniowie siedzą w ławkach pojedynczo. Celem takiego rozmieszczenia jest wzmocnienie pewności uczniów co do swoich umiejętności, a także danie poczucia swobody przestrzennej oraz lepsza organizacja. Ta indywidualizacja nie oznacza, że dzieci nie potrafią współpracować z innymi. Wręcz przeciwnie, bardzo często sobie pomagają, są chętne, by wspierać się w trudnościach, dzielić tym, co mają. Szanują się nawzajem i cieszą się na chwile pracy w grupach, współdziałanie na dywanie, przerwy międzylekcyjne i czas spędzony w świetlicy.
Prowadzenie lekcji w mniej licznej klasie jest bardzo ciekawe, ale też wymagające. W czasie jednych zajęć każdy uczeń może kilkakrotnie udzielać odpowiedzi, czytać, dzielić się swoją wiedzą czy wykonywać zadanie przy tablicy. W małej klasie niewiele umknie mojej uwadze.
Tempo lekcji jest więc raczej szybkie, a urozmaicenie metod wspiera uczniów w procesie nauczania. Taka praca daje mi ogromną satysfakcję i większą pewność postępów edukacyjnych uczniów. Dużo częściej w czasie lekcji mogę stosować elementy zabawy, bardzo często zabawy edukacyjnej, gier, układanek, zabaw czy inscenizacji. Dzięki licznym ćwiczeniom uczniowie szybciej pokonują trudności, uczą się w spokojnej atmosferze i pracują, aby zdobyć wiedzę i umiejętności.
Mają mniej kolegów i koleżanek, ale za to wszystkich dobrze znają i stanowią zgrany zespół także z uczniami innych klas. Z radością i zapałem po lekcjach rozwijają swoje zainteresowania i pasje, grają w szachy, wbijają gwoździe, szyją i składają modele.
Szkoła wcale nie musi być nudna, może być spełnieniem marzeń. Dla moich uczniów ich szkoła to miejsce, w którym dobrze się czują. Są rozumiani i akceptowani ze swoimi potrzebami i sukcesami.
Podczas realizacji tematu Co warto zobaczyć w Twoim mieście? moi uczniowie narysowali naszą szkołę z radosnym, spontanicznym napisem: „Zapraszamy do naszej szkoły”.
A nasza szkoła?
To żaden zabytek ani słodki rogal z makiem. Widocznie jest to jednak miejsce dla uczniów tak ważne, że chcieliby, aby wszyscy o nim wiedzieli.
Emilia PRZEPIÓRA, nauczyciel edukacji wczesnoszkolnej i muzyki w Szkole Podstawowej Sióstr Zmartwychwstania Pańskiego im. Matki Jadwigi Borzęckiej w Poznaniu
TEN ARTYKUŁ POWSTAŁ W RAMACH PROCEDURY AWANSU ZAWODOWEGO. DZIEL SIĘ WIEDZĄ I DOŚWIADCZENIEM Z „KURIEREM”. POMOŻEMY CI W AWANSIE ZAWODOWYM I WSPÓLNIE ZAINSPIRUJEMY INNYCH! SZCZEGÓŁY – TEL. 739 290 210.




